<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-6626236487387835054</id><updated>2012-02-16T03:43:54.755-08:00</updated><title type='text'>oufkiem</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://oufkiem.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oufkiem.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Sic Transit Gloria Mundi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00782105473760317614</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_aM23nyBKtM0/SpE4WT4L94I/AAAAAAAAADI/IWuk75IaAZI/S220/avatar.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>15</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6626236487387835054.post-986640817924174908</id><published>2010-07-25T14:32:00.000-07:00</published><updated>2010-07-25T14:35:22.495-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal" align="center" style="text-align:center"&gt;Mr. Sandman&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;Niewiele potrzeba aby oszaleć. Mi wystarczyła jedna pomocna dłoń, noc w noc wyłaniająca się z ciemności. Nieważne ile razy ja ignorowałem - zawsze wracała, kusząc chorobliwie wątłymi palcami, wyciągnięta ku mnie, gotowa na uścisk. Początkowo nie śmiałem jej dotknąć; odwracałem się na drugi bok rozpaczliwie próbując zasnąć i pogrążyć się w koszmarach, które coraz częściej mnie nawiedzały. Wiedziałem, że jest poirytowana, czując czasem na plecach delikatny dotyk szorstkich opuszków. Próbowała mnie dotknąć, ale nie mogła dosięgnąć – nie wolno jej było. To ja musiałem objąć chłodne palce, to do mnie należała decyzja. Pierwszy i ostatni raz chwyciłem dłoń w 2007 roku. Kościste palce zacisnęły się niczym sidła, a ja bezbronny zostałem pociągnięty w lepką ciemność w kąt mojej sypialni, która zdała się niczym przestrzeń kosmiczna nieskończona, lecz bezgwiezdna i czarna. Uścisk zelżał dopiero gdy poczułem grunt pod nogami. Dookoła rozciągała się szara pustynia, jakby wszędzie gdzie okiem sięgnąć ktoś rozsypał drobny popiół. Pod stopami miałem upiornie zimny piasek, w którym zniknęła dłoń zostawiając mnie zupełnie samego. Rozejrzałem się dookoła, ale otaczała mnie pustka.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;-Człowiek?&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;Męski głos dochodził zewsząd i znikąd.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;-Kto mówi?&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;-Zapytałem czy jesteś człowiekiem.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;-Co? To znaczy… tak, jestem. Z kim rozmawiam? Pokaz się!&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;-Niżej.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;-Co?&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;-Spójrz niżej.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;Patrząc w dół uświadomiłem sobie, że niemal stoję na moim rozmówcy. Z piasku wyłaniała się szara i pomarszczona twarz w nieokreślonym wieku. Jej właściciel mógł mieć pięćdziesiąt, jak i pięćset lat. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;-Już lepiej?&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;Twarz uśmiechała się do mnie.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;-Relatywnie…&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;Odsunąłem się nieznacznie.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;-Co to za miejsce? Kim jesteś? To ty wysłałeś po mnie rękę?&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;-Tak człowieku, to ja cię tu zaprosiłem. Zapraszałem wiele osób, ale dopiero ty odważyłeś się podać mi pomocną dłoń… Wybacz żart słowny, niewiele mam tu rozrywek.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;-Ale po co?&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;-Wiesz gdzie teraz jesteś? Naturalnie, że nie wiesz… Znajdujemy się na polu bitwy, w strefie snów tego świata, a ja jestem strażnikiem. Kiedyś człowiekiem tak jak ty, dziś strażnikiem chroniącym takich jak ty. Zostałem wybrany, i po śmierci mojego poprzednika zająłem jego miejsce. Tak jak ty zajmiesz teraz moje.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;-Strażnik snów? Niby po co? Co właściwie robisz?&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;-Strzegę ludzi, przed potworami. Kiedy rozum śpi budzą się demony, nie słyszałeś? To jest moje zadanie, to będzie twoje zadanie gdy umrę. Jeśli zawiedziesz, światem zawładnie zło. Zło które siedzi w każdym z nas, uśpione, ale czujne! Czekające na odpowiedni moment!&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;-Ja… Ja muszę się nad tym zastanowić…&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;-Nie masz wyboru chłopcze. Daję ci dzień na pożegnanie się ze światem, ale po upływie tego czasu, moja ręka się o ciebie upomni.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;Trzy lata ręka budziła mnie co noc. Szarpała wściekle powietrze, ale nie dotknąłem jej. Kilka dni temu przestała, nie pojawiła się już więcej. Nie wiem co to oznacza. Czy ktoś inny przyjął zaproszenie starca? Czy nikt nas już nie broni? Nie śpię od tygodnia, i wiem, że już nie zasnę.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;Dziwne rzeczy dzieją się dookoła - powodzie, katastrofy…&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;Już nie zasnę, a Ty?&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6626236487387835054-986640817924174908?l=oufkiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oufkiem.blogspot.com/feeds/986640817924174908/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6626236487387835054&amp;postID=986640817924174908' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/986640817924174908'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/986640817924174908'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oufkiem.blogspot.com/2010/07/mr.html' title=''/><author><name>Sic Transit Gloria Mundi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00782105473760317614</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_aM23nyBKtM0/SpE4WT4L94I/AAAAAAAAADI/IWuk75IaAZI/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6626236487387835054.post-7057302408311892102</id><published>2009-08-23T11:13:00.002-07:00</published><updated>2009-08-23T11:14:12.377-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Wdech, wydech, wdech, wydech. Wszystko w porządku. To tylko mózg skurczył ci się do rozmiarów orzecha laskowego. Jeszcze jeden wdech, nie musisz o nich myśleć, spokojnie. Nic nie widzę. Oślepłem? Otwórz oczy idioto.  Ok. &lt;br /&gt;Po brudnych ścianach spływała jadowita zieleń graffiti przeplatana wymiocinami. Siedziałem w kącie z głowa opartą o chłodne pozostałości kafelków. Nade mną  szumiała woda, gdy raz po raz ktoś tknięty nagłą troską o higienę postanawiał umyć ręce w poobijanym zlewie. Głównie dziewczyny- tylko one zachowują resztki zdrowego rozsądku- nawet w tak patowej sytuacji. Przecież wychodząc muszą dotknąć drzwi i zarazić się całym tym syfem. Przecież za drzwiami znów wpadną w objęcia kolesi którzy na rękach maja całe gówno tego świata, a po kieszeniach skitrane przepustki do raju.  Jeszcze godzinę temu byłem jednym z nich. Kolejnym królem zimnego browara.&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;-Siema, dżumimy?- Chester  pojawił się jak zwykle znikąd. W zadymionym pomieszczeniu muzyka czołgała się nam u stóp. Obsiedliśmy skórzane kanapy spoglądając na drgający od świateł parkiet. Kobiety konwulsyjnym tańcem oddawały cześć bogom, mężczyźni omawiali sprawy stanu.&lt;br /&gt;-Nie dziś, mam detox.&lt;br /&gt;-Weź nie pierdol. &lt;br /&gt;-Kein Diengi, nie da rady. Kolejna robota poszła się rozmnażać. &lt;br /&gt;-Kein problem mam dziś promocję. Specjalnie dla stałych klientów. – Wyszczerzył gnijące dziąsła. &lt;br /&gt;-Jesteś aniołem Chess. Masz coś nowego? – Wiedziałem, że to będzie cholernie uzależniający towar, koleś nie proponowałby mi niczego co potem nie zwróci się z nawiązką. Ale taki był deal- coś za coś, albo siedź w domu i gryź ściany. &lt;br /&gt;Mała zeszła z parkietu i uwaliła się obok na kanapie. Śmierdziała przetrawionym alkoholem, ale za chwilę miało mi to totalnie zwisać. Była już dość pijana, żebym mógł przyjemnie spędzić resztę wieczoru, ale do pełni szczęścia brakowało jakiegoś syntetycznego dopalacza.&lt;br /&gt;-Anioł! Masz racje w chuj dobra nazwa – Chester wyciągnął z kieszeni blaszane pudełko. &lt;br /&gt;-Co to? – Zainteresowała się Mała.&lt;br /&gt;-Coś dla dużych chłopców. – Pogłaskałem ją po głowie – Ty już masz dość.&lt;br /&gt;-Jak tabsy to ja spadam. Rzygam po tym szajsie. – Pocałowała mnie w głowę i ponownie wślizgnęła się w tłum sinych ciał. Czy ona nie widzi, że ociera się o topielców? Biedna mała Mała.&lt;br /&gt;Chester położył przede mną dwie niebieskie tabletki. &lt;br /&gt;-Sztyra?&lt;br /&gt;-Nie, autorska mieszanka, półsyntetyczny opioid. – Przeciągnął się leniwie. – Jedna i masz halo na cały wieczór. Dwie i jesteś królem życia.&lt;br /&gt;-Cesarzowi co cesarskie – Popiłem obie tabletki piwem. &lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Zlew przecieka, a brudna woda spływa mi po plecach. Czuję jak ryje koryta w mojej skórze. Ledwo przytomna Mała hapie dzidę barmanowi w ostatniej kabinie. Toaleta tonie w gównie. Nie pamiętam, jak się tu znalazłem. Pewnie ludzie wrzucili mnie tu żebym nie psuł widoku. Słyszę co myślą. „Brudny Tolo”, „Gdzie jest Tolo?”, „Niezła ściera z Tola Małej”. Moje dłonie kurczowo trzymają się podłogi, jeśli ją puszczę rozbiję się o sufit. Wdech, wydech, jestem przecież królem życia. Odbijam się od podłoża i nie spadam. Cały świat to tylko układanka. Zabieram kilka kawałków z ostatniej kabiny i patrzę jak Mała krztusi się własną krwią. &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6626236487387835054-7057302408311892102?l=oufkiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oufkiem.blogspot.com/feeds/7057302408311892102/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6626236487387835054&amp;postID=7057302408311892102' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/7057302408311892102'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/7057302408311892102'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oufkiem.blogspot.com/2009/08/wdech-wydech-wdech-wydech.html' title=''/><author><name>Sic Transit Gloria Mundi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00782105473760317614</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_aM23nyBKtM0/SpE4WT4L94I/AAAAAAAAADI/IWuk75IaAZI/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6626236487387835054.post-5894054105563429126</id><published>2009-08-23T11:13:00.001-07:00</published><updated>2009-08-23T11:13:54.513-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Królowa Matka&lt;br /&gt;Niech mnie diabli- znów twój duch. Na stole kwiaty gubią już płatki, a drugie skrzydło pałacu zieje pustką. Już nawet służba się tam nie zapuszcza, a mnie co pozostało? Spleśniałe diamenty i rdza. Niegdyś twierdziłeś, że brak ci nostalgii tamtych lat. Czasy wojny wiele tracą, nie tylko ludzi.  Moje życie można by zamknąć w szklanej kuli. Te kilka lat gdy Edward był mały. Później już nas nie było. &lt;br /&gt;Dwadzieścia pięć lat odkąd obudziłam się drżąc, dwadzieścia pięć lat od tego strasznego snu. Widziałam jak świat drżał w posadach, nic już nie było takie same. Chciałam biec, ale moje stopy zamarzły, chciałam krzyczeć ale nie było już dźwięków. W mojej głowie głosy „Dziewczyno powinnaś wiedzieć lepiej”. Dawno temu, daleko stąd. Próbowałeś mnie ratować, ale czy można uratować kogoś przed nim samym. Tyle lat i straconych marzeń, topionych  w studni życzeń. Nasz syn stworzony na marne. Po cóż mi była ta wiedza? &lt;br /&gt;Służba uciekła lub leży martwa w korytarzach. Słyszę już kroki i szczęk oręża. Edward poległ gdzieś pod murami miasta- sam. Nie mogłam być przy nim. Nie dano mi szansy osłonięcia go przed wrogim ciosem, nie mogłam utulić do snu mojego jedynego dziecka. Powiedziałeś, że to nie śmierć. Oddać życie za to w co się wierzy, to brama do nieśmiertelności. Zawsze byłeś dobry w dobieraniu słów. Oddałeś ducha z pieśnią na ustach broniąc pałacu. A teraz patrzysz na mnie bez wstydu. Znów twój duch, by mnie nękać nawet po śmierci. Widzisz moje dłonie? Ja już nie żyję. Czekam tylko na spoconych, podnieconych rzezią mężczyzn by zbrukali też ciało. Królowa? Czy zrobi im to jakąkolwiek różnicę? Tyle lat czekania na przepowiedziany koniec rodu. Dlaczego się uśmiechasz? Gdzie jest mój syn? Gdzie moje dziecko? &lt;br /&gt;Mów duchu!&lt;br /&gt;Odgłosy walki dochodzą już z korytarza. Poczekaj Mężu. Zaraz do ciebie dołączę. Tylko wstanę, poprawie suknię, włosy- niech Śmierć powita Królową, i odda mi mojego syna. Martwe klejnoty ciążą mi na szyi, ale uśmiecham się- diamenty i rdza tyle po mnie pozostanie. &lt;br /&gt;Przez drzwi wpada piekło. Uzbrojony wróg depczący po moich obrońcach. Odwracam się i czekam- królestwo płonie, tak jak i jego Królowa, a cuchnące oddechy i wyzwiska czają się już za moimi plecami. Dywany stłumiły mój upadek.&lt;br /&gt;Niech mnie diabli, to nie twój duch. &lt;br /&gt;-Kim jesteś?- niemo pytam postać która tuli mnie do serca. Jej długie włosy spływają na twarz, i już po chwili wiem. &lt;br /&gt;Zamykam oczy, gdy Królowa Matka głaszcze mnie po głowie. Wracam do jej łona.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6626236487387835054-5894054105563429126?l=oufkiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oufkiem.blogspot.com/feeds/5894054105563429126/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6626236487387835054&amp;postID=5894054105563429126' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/5894054105563429126'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/5894054105563429126'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oufkiem.blogspot.com/2009/08/krolowa-matka-niech-mnie-diabli-znow.html' title=''/><author><name>Sic Transit Gloria Mundi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00782105473760317614</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_aM23nyBKtM0/SpE4WT4L94I/AAAAAAAAADI/IWuk75IaAZI/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6626236487387835054.post-1930021414548821743</id><published>2009-08-23T11:12:00.000-07:00</published><updated>2009-08-23T11:13:01.390-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Poniedziałek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pam, pam, pam… &lt;br /&gt;W końcu umarłem, prawda? Skoro umarłem to powinno mnie nie być- logiczne. Zdecydowanie nie powinienem czuć czegokolwiek, a już słuchanie idiotycznego „Pam, pam, pam…”, w żadnym wypadku nie powinno mieć miejsca! Za stary jestem na takie szmery-bajery… &lt;br /&gt;Pam, pam, pam…&lt;br /&gt;Zacznijmy od początku… Umarłem, znajduję się być może w nicości, jednakże ciężko mi to określić, ze względu na brak światła. Najgorsze jest to, że czuję. Właściwie to czuję wszystko. Ręce na miejscu, nogi obecne. Czuję nawet jakiś cholerny sweter i parę sztuczkowych spodni. Element nicości nie może mieć spodni! Co to jest do jasnej cholery! Piekło dla ateistów!? Każdy dostaje to w co wierzył? Będę tu tak stał do usrania? Jeszcze tylko Sądu Ostatecznego brakuje… Cofnij. Już jest…&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Z blasku wyłoniły się dwie odziane na biało sylwetki. Po chwili ukazały się ich dwie piękne twarze i smukłe ciała. Jedna cholernie przypominała Tildę Swinton.&lt;br /&gt;-Gabrysiu teraz to masz przesrane w pełnym zakresie. Gdzie on jest?&lt;br /&gt;-Tam w dole! Wpadł między maszyny do tworzenia!&lt;br /&gt;-Miałeś go pilnować! Teraz cała impreza powitalna na nic. Boże! Już do ciebie lecimy! Nic się nie bój!&lt;br /&gt;Mężczyzna w swetrze spojrzał w górę na jedyny jasny element otoczenia. Ujrzał nadlatujące postacie i przeklął brzydko. &lt;br /&gt;-Witaj z powrotem! –Zakrzyknął jeden z Aniołów.&lt;br /&gt;-Z powrotem? Coś wam się chyba pochrzaniło. Właśnie umarłem i jeśli to nie byłby duży problem, prosiłbym o wskazanie drogi do nicości.&lt;br /&gt;Anioły spojrzały po sobie szeroko otwartymi oczyma.&lt;br /&gt;-Michasiu co mu jest?&lt;br /&gt;-Ty mi powiedź! On nic nie pamięta!&lt;br /&gt;-Czego niby nie pamiętam?&lt;br /&gt;-Stasiu… To znaczy, Boże, bo widzisz ty umierasz co jakiś czas…&lt;br /&gt;-To jest od czasu do czasu przeżywasz ludzkie życie tak wiesz, dla zabawy…&lt;br /&gt;-I nauki!&lt;br /&gt;-I wracasz potem do nas z nowymi pomysłami. Zawsze byłeś dobry w wymyślaniu różnych rzeczy…&lt;br /&gt;-Ostatnio były podróże kosmiczne!&lt;br /&gt;-Pomysłami na co? –Zapytał podejrzliwie Stanisław.&lt;br /&gt;-No wiesz, na Ziemię.&lt;br /&gt;-Na Ziemię? I co ja mam z nią zrobić?&lt;br /&gt;Gabriel prychnął i wzburzony założył ręce na boki.&lt;br /&gt;-A skąd my mamy wiedzieć!? Ta cała ludzkość to był twój pomysł!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6626236487387835054-1930021414548821743?l=oufkiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oufkiem.blogspot.com/feeds/1930021414548821743/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6626236487387835054&amp;postID=1930021414548821743' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/1930021414548821743'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/1930021414548821743'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oufkiem.blogspot.com/2009/08/poniedziaek-pam-pam-pam-w-koncu-umarem.html' title=''/><author><name>Sic Transit Gloria Mundi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00782105473760317614</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_aM23nyBKtM0/SpE4WT4L94I/AAAAAAAAADI/IWuk75IaAZI/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6626236487387835054.post-3703022767729946766</id><published>2009-05-16T06:14:00.001-07:00</published><updated>2009-05-16T06:14:58.386-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Głód&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mrowienie w dłoniach przeszło w irytujący ból. Miernik zastanawiał się czy to dobrze. Uczucie było przykre i na wskroś przejmujące, stanowiło jednak dowód na to że jeszcze żyje. W końcu miał sporo szczęścia, awarie tego typu zdarzały się nadzwyczaj często, a istoty jego pokroju stanowiły materiał ławo odnawialny. Dłonie byłyby jednak sporą stratą. Miernik przyjrzał im się dokładnie. Knykcie były podrapane, a skóra w wielu miejscach popękała ukazując krwiste wnętrze. Przeklnął pod nosem zlizując z nadgarstków spływającą krew. O ile uniknie zakażenia powiny się zagoić. Nadal kręciło mu się w głowie po upadku, zebrał jednak dośc sił by wstać. &lt;br /&gt;Przed nim roztaczał się obraz absolutnego zniszczenia. Awaria Centrum jescze nigdy nie doprowadziła do takiej masakry. Na stelażach przytrzymujących Apoksjomator leżały trupy techników nadzorujących pracę Sektora Oczyszczającego. Rury odprowadzające zwiędły pod naporem siły wybuchu, rozerwane w wielu miejscach wypuszczały przetrawioną zawartość. &lt;br /&gt;-O ja jebię- mruknął Miernik-Cała robota w piz...&lt;br /&gt;Zawinął poranione dłonie w kawałek zerwanej z trupa koszuli, i ruszył oceniać straty. Większośc stelaży i galeryjek leżała połamana na dnie pomieszczenia. Miernik zdał sobie sprawę, że wydostanie się z czwartego piętra może być bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe w zaistniałych warunkach. Obmyślając plan zejścia na dół jego wzrok padł na wystające spod zawalonej ścianki nogi. Podrygiwały one wesoło, z czego Miernik wykoncypował iż reszta ciała może stanowić równie radosny widok. Niewiele myśląc, z głośnym sapnięciem wydostał spod gruzu pomarańczowego Głoda. Jak się okazało zaledwie skonfundowanego. &lt;br /&gt;-Ręce przy sobie... -Głód okazał się z tych wstydliwych&lt;br /&gt;-Wyluzuj brachu!-Odparł Miernik-Mieliśmy tu małą katastrofę, rozumiem, że musisz być przerażony. Pierwszy raz widzę Głoda na tym poziomie... A właściwie, co tu robiłeś?&lt;br /&gt;-Nie twój zakichany interes!- żachnął się niezbyt uprzejmie Głód -Wy Sprawdzacze zawsze pakujecie swoje ciekawskie nosy w sprawy innych, i zwykle żle na tym wychodzicie! Ot, co!&lt;br /&gt;Miernik uniósł wysoko brwi, aż znikneły pod ruda grzywą włosów okalających jego łepetynę.&lt;br /&gt;-W żadnym wypadku celem moim nie było wzburzenie cię drogi Głodzie. -podrapał się za uchem starając sie znaleźc odpowiednie słowa.-Może zacznijmy jeszcze raz: nazywam się Miernik, Miernik Dwadzieściadwa, a ty?&lt;br /&gt;-Wkurwiony Pomarańczowy Głód!&lt;br /&gt;Miernik zaczął mieć tego dość, zmarszczył brwi i już miał wytłumaczyć niegrzecznemu Głodowi, że nawet tu na dole obowiązuja jakieś zasady dobrego wychowania kiedy poirytowany wyraz twarzy Głoda kazał mu się zastanowić.&lt;br /&gt;-Czekaj... Ty jesteś TYM Wkurwionym Pomarańczowym Głodem? Tym z telewizji?! Żartujesz! Widziałem Cię tysiąc razy, jestem Twoim wielkim fanem! Moja mama! Czekaj zaraz zajde kawałek papieru... Może mały autograf dla mamusi, byłaby zachwycona... Dwunastnica! Ma na imię Dwunastnica.&lt;br /&gt;Głód zrobił minę.&lt;br /&gt;-To jest... ten moment... w którym się zamykasz...&lt;br /&gt;Miernik sie zamknął.&lt;br /&gt;Głód wykonał ćwiczenie Zen, zamknął oczy, sapnął i zaczął:&lt;br /&gt;-Mierniku Dwadzieściadwa synu Dwunastnicy, to co się właśnie stało nie było zwykłą awarią. Wydarzenie to stanowi kres śiata takiego jakim go znałeś. Czy rozumiesz?&lt;br /&gt;Miernik starał się zrozumieć, kiwnął jednak poakująco głową.&lt;br /&gt;-Czy wiesz, że jesteśmy w tej chwili prawdopodobnie jedynymi ocalałymi w Ciele?&lt;br /&gt;-Co! A mama?!&lt;br /&gt;-Nie ma juz twojej mamy Mierniku, dokonano zamachu na Ciało! A ewakuacja zakończyła się godzine temu... Zresztą szczerze wątpię, aby ci którym udało się dotrzec do kapsuł ratunkowych czekało na zewnątrz cos dobrego... Mamy powody domyślać się, że poza ciałem nie ma już nic.&lt;br /&gt;-Jak to nic? A raj? Król Głowa oiecywał...&lt;br /&gt;-Chuja obiecywał... w sensie on to może miał raj... Ekhem... W każdym bądź razie teraz jesteśmy MY Mierniku Ty i ja, Głód Pomarańczowy i Mierny... eee to znaczy Miernik. I czeka cię wielki zaszczyt, gdyż pomożesz mi sie stąd wydostać.&lt;br /&gt;-Ale mówiłes, że...&lt;br /&gt;-Nieważne co mówiłem, ciebie to może dotyczy, ale nie mnie... o nie, nie mnie...&lt;br /&gt;Głód zatarł ręce i spojrzał na zegarek.&lt;br /&gt;-Mamy niewiele czasu, musimy dostać się do...&lt;br /&gt;Reszta zdania zatoneła w odgłosie oślizgłego rwania i w potokach rajskiego światła które Miernik miał ujrzeć pierwszy i ostatni raz w życiu. Z niebios nadeszły potężne boskie odgłosy.&lt;br /&gt;-WYKONALIŚMY NACIĘCIE... JAMES MUSISZ TERAZ PRZEPIŁOWAC MOSTEK... TAK WŁAŚNIE TAK, DELIKATNIE. PODWAŻ GO... DENAT LAT TRZYDZIEŚCIDWA... ZGON PRAWDOPODOBNIE NA SKUTEK ZATRUCIA...&lt;br /&gt;Natężenie jasności osiągneło szczyt, a Miernik wystraszony zaczął dusić się trującym tlenem. Z ostatnim tchnieniem zarejestrował jeszcze klnącego na czym świat stoi Głoda i odpłynął prawdopodobnie do nikąd zakładając, że obiecywany przez polityków raj stanowił populistyczną mżonkę..&lt;br /&gt;-JAMES, TERAZ ŻOŁĄDEK... DOBRZE, DOBRZE, A TO CO? &lt;br /&gt;James starał sie zachować zimną krew podczas swojej pierwszej sekcji. Westchnął jedynie wyjmując z żołądka Głoda. &lt;br /&gt;-NO ILE MOŻNA? ZNÓW TEN PIEPRZONY DANONE.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6626236487387835054-3703022767729946766?l=oufkiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oufkiem.blogspot.com/feeds/3703022767729946766/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6626236487387835054&amp;postID=3703022767729946766' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/3703022767729946766'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/3703022767729946766'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oufkiem.blogspot.com/2009/05/god-mrowienie-w-doniach-przeszo-w.html' title=''/><author><name>Sic Transit Gloria Mundi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00782105473760317614</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_aM23nyBKtM0/SpE4WT4L94I/AAAAAAAAADI/IWuk75IaAZI/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6626236487387835054.post-6465351607404783294</id><published>2009-05-16T06:13:00.000-07:00</published><updated>2009-05-16T06:14:03.091-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Przed Świtem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli wierzyć statystykom nikt nie ma ochoty zabijać się między godziną 5.35 a 6 rano.  Monroe siedział  na brzegu Wielkiego Wiaduktu, który łączył ze sobą północną i południową ćwiartkę Veritapolis. Wybrał miejsce w połowie drogi pomiędzy dzielnicą uciech, a heroinowym rajem, i z zadumą spoglądał w dół. Uzbrojone ściany dookoła upstrzone były wielkoformatowymi ekranami transmitującymi non stop telewizyjną papkę dla proletariatu. Miasto ciągnęło się kilkanaście kilometrów, aż do starej powierzchni planety. Najniższe poziomy odwiedzali jedynie szaleni odkrywcy, pragnący zbadać pozostałości po wcześniejszych cywilizacjach. Chłopiec wiedział, że są opłacani przez wojsko, i szukają antycznych laboratoriów którymi niegdyś dysponował rodzaj ludzki. Nie zazdrościł im roboty, na dole nie było czym oddychać, a część poziomów opanowana była przez szczury. Monroe zabił kiedyś jednego, miał półtora metra długości i ostre jak brzytwa zęby. Próbował włamać się do jego pokoju, zapewne szukając czegoś do jedzenia. Ironia sprawiła, że sam stał się obiadem. Ta sama ironia sprawiła, że szczur miał liczną rodzinę, która natychmiast zjawiła się by dokonać zemsty. Zabrały mu pokój, ale darowały życie. &lt;br /&gt;Monroe starł wierzchem dłoni pozostałości szminki i mechanicznym ruchem wyjmował pióra z włosów. Ostatnia noc nie była dla niego łaskawa. Miał zarobić kilka groszy za podawanie do stołu, a tuż przed szarym świtem został z pustymi rękoma i obolałym tyłkiem. Powoli kończyły mu się pomysły, a Wielkie Wiadukt kusił.&lt;br /&gt;Nie zauważył gdy od tyłu podleciała do niego mobilna kamera, a ekrany telewizorów ukazały jego brudną twarz i dyndające nad przepaścią nogi.&lt;br /&gt;„Drodzy Państwo, specjalnie dla Was niemała gratka. Oto pierwszy gość naszego nowego programu Aleja Samobójców! Kim jest? Gdzie są jego rodzice? Dlaczego chce zakończyć swoje życie? I wreszcie najważniejsze pytanie: kogo to obchodzi?” &lt;br /&gt;Salwa śmiechu przetoczyła się tunelem. Monroe odtrącił kamerę, ale ta nie ustępowała śledząc jego postać.&lt;br /&gt;„Nasze komputery podliczają właśnie głosy. Jaka będzie wola ogółu? Sylvio możesz podać mi kopertę?” Wypindrzona blondynka z przekłutym nosem podała prowadzącemu wyniki uśmiechając się bezmyślnie.&lt;br /&gt;„Drodzy Państwo nie trzymam was już w niepewności! 8,5 miliarda naszych widzów opowiedziało się pozytywnie! Pozwolę przytoczyć sobie co ciekawsze smsy! - Leć w dół szczurzy pomiocie- Skacz smarkaczu!- Wasz program to gówno. Przywróćcie koło tortury! Przypominam, że wśród głosujących rozlosujemy atrakcyjne nagrody!” &lt;br /&gt;Monroe podrapał się po brudnych kolanach. Człowiek nie może nawet spokojnie ze sobą skończyć, bo zawsze napatoczą się łowcy sensacji- pomyślał.&lt;br /&gt;„Zatem nie krępuj się chłopcze! Ogląda Cię cały świat! Skacz!”&lt;br /&gt;Chłopak pokręcił głową i zaczął się podnosić. Nie miał ochoty stać się podnietą dla tych wszystkich trupów sączących chemię z puszki, przed szklanym ekranem. Znajdzie jakiś cichy kąt, żeby się przespać i wszystko przemyśleć. Nie zdążył się wyprostować kiedy znudzona kamera zaatakowała z tyłu spychając go z wiaduktu. Nie zaznał uczucia spadania, ześlizgując się uderzył głową o betonowy brzeg miażdżąc czaszkę.&lt;br /&gt;„Co za lot mili Państwo! Tym podniecającym akcentem żegna was, wasz ulubiony prowadzący Mike Urb, zapewniający sto procent ekscytacji każdego dnia!”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6626236487387835054-6465351607404783294?l=oufkiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oufkiem.blogspot.com/feeds/6465351607404783294/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6626236487387835054&amp;postID=6465351607404783294' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/6465351607404783294'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/6465351607404783294'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oufkiem.blogspot.com/2009/05/przed-switem-jesli-wierzyc-statystykom.html' title=''/><author><name>Sic Transit Gloria Mundi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00782105473760317614</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_aM23nyBKtM0/SpE4WT4L94I/AAAAAAAAADI/IWuk75IaAZI/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6626236487387835054.post-397480591813008356</id><published>2009-05-16T06:09:00.001-07:00</published><updated>2009-05-16T06:09:40.075-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>- Czy już nikt nie liczy się z moim zdaniem?- mruknęła Agnieszka skubiąc brzeg fotela - Naprawdę wolałabym Sarbinowo!&lt;br /&gt;Nie powiedziała tego z wyrzutem. Raczej z typowo kobiecą zadziornością, która od wieków zmuszała pleć brzydką do uległości.&lt;br /&gt;- Byliśmy nad morzem w zeszłym roku... – Paulina podciągnęła pod siebie bose stopy, obojętna na kokieterię koleżanki.&lt;br /&gt;Stałem pod ścianą zaciągając się smukłym damskim papierosem. Podobno mentolowe powodowały u mężczyzn bezpłodność. Stypa...&lt;br /&gt;- Marek! - Aga nie dawała za wygraną – Ty się ze mną zgodzisz prawda? Na wakacje jedzie się odpoczywać, a nie biegać z plecakiem po wertepach i wpieprzać oscypki!&lt;br /&gt;Spojrzałem na Marka. Apodyktyczny charakter wybranki walczył w nim z jego miłością do gór. &lt;br /&gt;Bądź odwrotnie.&lt;br /&gt;Mnie na szczęście jeszcze nie wciągnięto do dyskusji. Właściwie nie miałem zdania, mógłbym jechać gdziekolwiek, przed nami jeszcze tyle lat, mogliśmy zakosztować wszystkiego.&lt;br /&gt;- Krzysiek jeszcze się nie wypowiedział.&lt;br /&gt;- Dziękuję Paulinko- uśmiechnąłem się gasząc papierosa w mosiężnej popielniczce. – Faktycznie nad morzem byliśmy w zeszłym roku. Jeśli Marek się zgadza, myślę, że Zakopane zostało przegłosowane. &lt;br /&gt;Marek podniósł na nas spłoszony wzrok, jednak słowa padły, gdy ponownie utkwił go w podłodze.&lt;br /&gt;- Nie jadę.&lt;br /&gt;Agnieszka poruszyła się niespokojnie. Zobaczyłem jak zamierają rysy jej twarzy, a smukłe palce zaciskają się na poręczy.&lt;br /&gt;Nie tylko jej.&lt;br /&gt;- Z jakiegoś konkretnego powodu? – Paulina przecięła ciszę.&lt;br /&gt;- Właściwie przyszedłem się z wami pożegnać. – podniósł się z fotela tylko symbolicznie.&lt;br /&gt;Powoli docierało do nas co właściwie się dzieje.&lt;br /&gt;- Marek!- nasze spojrzenia spotkały się – Nie rób tego. Porozmawiajmy.&lt;br /&gt;- Porozmawiajmy?- skrzywił się – Porozmawiajmy?! Nic nie robimy tylko rozmawiamy. Nie rozumiecie? Ja już nie mogę! Nie potrafię! Nie chcę!- ostatnie słowa wykrzyczał.&lt;br /&gt;- Marek błagam! - Agnieszka uniosła się ruszając w jego kierunku.&lt;br /&gt;- Nie maleństwo - nie patrzył już na nas – Żegnajcie.&lt;br /&gt;Owionął nas delikatny zapach ozonu, a Marek zniknął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Cienias – mruknęła Paulina. Aga, klęcząc w miejscu w którym jeszcze chwilę temu stał Marek, obrzuciła ją morderczym spojrzeniem.&lt;br /&gt;Nie chciało mi się już na to patrzeć. Tłumiąc przekleństwa wyszedłem z sieci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hełm opadł na betonowa posadzkę. Obok  wylądowały niedbale rzucone czytniki ruchu.&lt;br /&gt;Byłem sam.&lt;br /&gt;Leżałem jeszcze chwilę w fotelu nawigacyjnym oswajając się ze świadomością, że kilka kilometrów ode mnie, w identycznym jednoosobowym bunkrze, Marek zażywa tabletki, upuszcza krew, albo celuje sobie w usta z jednostrzałowego pistoletu w który w porywie litości wyposażono każdy schron. Azyl. Więzienie.&lt;br /&gt;Cokolwiek, byle tylko nie znosić kolejnego dnia samotności. Kolejnego dnia trzysta metrów pod ziemią, wiedząc, że to co nad tobą, już dawno skończone. Nie było powrotu. &lt;br /&gt;Codziennie odchodziło tak kilku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krzysztof podniósł się i wstawił wodę na herbatę. Położy się dziś wcześnie. W końcu jutro jadą w te cholerne góry.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6626236487387835054-397480591813008356?l=oufkiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oufkiem.blogspot.com/feeds/397480591813008356/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6626236487387835054&amp;postID=397480591813008356' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/397480591813008356'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/397480591813008356'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oufkiem.blogspot.com/2009/05/czy-juz-nikt-nie-liczy-sie-z-moim.html' title=''/><author><name>Sic Transit Gloria Mundi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00782105473760317614</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_aM23nyBKtM0/SpE4WT4L94I/AAAAAAAAADI/IWuk75IaAZI/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6626236487387835054.post-6157619882523575147</id><published>2009-05-16T06:06:00.000-07:00</published><updated>2009-05-16T06:07:31.713-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Waładza  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Połacie szarego nieba rozciągały się nad Kwadratowym Królestwem. Delikatne podmuchy wzburzały pokrywające niemal połowę kraju oceany. Nikt nie wiedział co znajduje się za nimi, i niewielu to interesowało. Prawdziwego Obywatela cechowało skupienie na sprawach bieżących dokonujących się w Królestwie. A działo się wiele. &lt;br /&gt;Po stu latach panowania Jego Królewska Mość Archibaldiusz Neroniusz Wspólny Drugi odszedł we śnie. Odszedł oczywiście, niemal naturalnie, co w historii Królestwa zdarzało się nader często.&lt;br /&gt;Jego dwóch synów miało nieszczęście urodzić się bliźniakami, co może i zdarzało się wcale nierzadko, ale utrudniało jednoznaczne uznanie sukcesji. O kilka sekund starszy Teodoniusz Mrowiusz zwany później Ojcobójcą, już od lat planował zamach który dokonał się poprzedniej nocy. Pewien swego nie spodziewał się, iż jego młodszy brat, zdołał go prześcignąć i w rezultacie po latach Radeniusz Smarkacz zyskał przydomek Bratobójcy. &lt;br /&gt;Nie wybiegajmy jednak tak daleko w przyszłość, ponieważ istotą naszej relacji jest poranek po śmierci ukochanego Archibaldiusza, który może i nie wsławił się, czymś szczególnie dobrym, ale i też wiosek za dużo nie palił, a jak mu się już zdarzyło, to potem zawsze zabierał ewentualne sieroty na dwór (dziewczynki znaczy się). &lt;br /&gt;Tłum Obywateli wyległ na plac defilad przed Pałacem, aby wyrazić swoje niezadowolenie i smutek. Częściej to pierwsze. Straż królewska odpierała ataki plebsu całkiem efektywnie, głównie ze względu na spore różnice w zaawansowaniu technologicznym posiadanej broni. Tak czy owak okrzyki tłumu sprawiły, że wyczerpany knuciem Teodoniusz dał się podejść bratu i w drodze na plac nadział się na jego nóż. &lt;br /&gt;-Ty?-Stęknął umierający&lt;br /&gt;-Ja! Umarł Król, umarł królewicz, niech żyje Smarkacz!&lt;br /&gt;Korona wykonała w powietrzu salto i wylądowała na łysiejącej głowie Radeniusza.&lt;br /&gt;-Yes, yes, yes!- Wyrwało mu się. Pozwolił, aby zwłoki opadły na kamienna posadzkę, odrzucił podbijany futrem płaszcz i wyszedł do tłumu. &lt;br /&gt;Tłum zamilkł, kiedy na podium pokazał się młodszy brat.&lt;br /&gt;-Obywatele! Oto wasz nowy Król!&lt;br /&gt;-Wała!- Krzyknął ktoś w pierwszych rzędach. Radeniusz niezrażony w myślach układał plan otrucia bliższej mu połowy tłuszczy. &lt;br /&gt;-Rodacy!- Kontynuował -Przeszliśmy długa drogę, od barbarzyńskich plemion do zjednoczonego Królestwa! Pod panowaniem mojego nieodżałowanego ojca żyliśmy w latach pokoju i względnego dobrobytu. W rodzinie królewskiej zdarzyły się jednak dziś rzeczy straszne. Jedna śmierć to za mało dla złośliwego losu, która oprócz ojca zabrała mi dziś brata. Uległ on nieszczęśliwemu wypadkowi, wszyscy jesteśmy pogrążeni w żałobie. Podwójnej! Gdyż śmierć odebrała nam dwie wspaniałe istoty, którym Królestwo zawdzięcza tak wiele. &lt;br /&gt;Radeniusz odczekał chwilę, aby łzy wzruszenia pojawiły się w oczach plebsu.&lt;br /&gt;-Jednakże, bez obaw! Królestwo pozostaje zabezpieczone! Władza spoczęła w rękach ostatniego z rodu- Radeniusza Smarkacza Ocalałego!- Potoczył wzrokiem po zebranych- Który się wami zaopiekuje...&lt;br /&gt;Reszta utonęła w ogromnym huku który rozbrzmiał w przestworzach. Szare dotychczas niebo stało się niemal czarne i z niesamowitą prędkością zbliżało się do Królestwa. &lt;br /&gt;Tłum ogarnęła panika. Ludzie rzucili sie do ucieczki tratując się nawzajem, ale od spadającego nieba nie było ucieczki. Wezbrane wody oceanów zalały miasto, plac i pałac topiąc nieszczęsne istoty wraz z ich nowym królem. Zaledwie garstce udało się wbiec na najwyższe wzgórze z którego rozciągał się widok na apokalipsę,. Wody zawrzały, pałace runęły, śmierć zbierała okrutne żniwo! Nastał koniec ery dla Kwadratowego Królestwa, które już nigdy nie pozbierało sie po katastrofie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jola wracała z pracy. Stukot obcasów niósł się przez uśpione osiedle. Było już późno, a Jola była głodna, zmęczona i zła. Na dodatek padało, ciężkie krople bębniły w ulicę i zalewały jej twarz uniemożliwiając poprawną nawigację. Przeklinała pogodę, obcasy oraz zmęczenie. Spieszyła się do domu, aby ogrzać zmarznięte dłonie oraz w końcu coś zjeść. Nagle straciła równowagę na jakiejś krzywej płycie chodnikowej a jej spodnie zalała fala zebranej pod spodem wody. &lt;br /&gt;-Shit! -Westchnęła. Spodnie były mokre do kolan, a płyta zapadła się kilka centymetrów w ziemię kładąc kres cywilizacji.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6626236487387835054-6157619882523575147?l=oufkiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oufkiem.blogspot.com/feeds/6157619882523575147/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6626236487387835054&amp;postID=6157619882523575147' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/6157619882523575147'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/6157619882523575147'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oufkiem.blogspot.com/2009/05/waadza-poacie-szarego-nieba-rozciagay.html' title=''/><author><name>Sic Transit Gloria Mundi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00782105473760317614</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_aM23nyBKtM0/SpE4WT4L94I/AAAAAAAAADI/IWuk75IaAZI/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6626236487387835054.post-4973586522604276563</id><published>2009-05-16T06:05:00.000-07:00</published><updated>2009-05-16T06:06:20.712-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>No medicine&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatrzasnęła za sobą drzwi. Dom stanowił dla niej azyl, w którym skutecznie broniła się przed światem. Zasunęła blokadę, zamknęła obydwa zamki, a na koniec zastawiła wejście komodą. Teraz mogła oddychać spokojnie. Zsunęła szpilki i wbiła drobne stopy w szmaciane pantofle. Kątem oka zobaczyła, że demon nadal siedzi w salonie. Szczupły, wysoki z burzą kruczoczarnych loków, założył nogę na nogę i obserwował ją z uśmiechem. Wzniosła oczy ku niebu i podreptała do kuchni. Wstawiła wodę i oparła się plecami o lodówkę, w momencie w którym z salonu dobiegł jego głos.&lt;br /&gt;-Może miał dzieci!&lt;br /&gt;-Nie miał...-prychnęła- I nie będę do ciebie krzyczeć!&lt;br /&gt;-I dlatego nie dałaś mu na jedzenie?- szepnął jej do ucha&lt;br /&gt;Odskoczyła.&lt;br /&gt;-Tacy jak on nie miewają dzieci!- zagryzła dolna wargę –Żebrzą po ulicach, tylko... po wódę! Tak! Chciał na wódkę!&lt;br /&gt;Demon z nonszalancją usiadł na parapecie.&lt;br /&gt;-Ale nie masz pewności...&lt;br /&gt;Miała ochotę czymś w niego rzucić. Ale to nigdy nie działało. Zręcznie łapał wazony, poduszki, książki, i odstawiał je nietknięte na miejsce.&lt;br /&gt;Ostry, nieprzyjemny gwizd przeciął ciszę. Czajnik.&lt;br /&gt;Zalała ziołową herbatę i nie zwracając uwagi na strojącego do niej miny Demona, poszła do salonu. Wtuliła się w skórzana kanapę i włączyła telewizor. Jej jedyne okno na świat skutecznie upewniało ją o potwornościach jakie wypełniają przestrzeń poza mieszkaniem.&lt;br /&gt;-Atak na budynki cywilneszszszszszsz...&lt;br /&gt;-Morderca sześcioletniego chłopca skazany na szeszszszszszsz...&lt;br /&gt;-Afera korupcyjna w resorcieszszszszsz...&lt;br /&gt;-Gwałcił uczennice.&lt;br /&gt;-Bił żonę.&lt;br /&gt;-Trzysta ofiar.&lt;br /&gt;-Masz już dość?- Demon objął ją ramieniem.&lt;br /&gt;Była sparaliżowana strachem, jednak ostatkiem sił wyłączyła przeklęte pudło.&lt;br /&gt;Pod prysznicem Demon bawił się, zakręcając raz zimną, raz ciepłą wodę.&lt;br /&gt;-Ta Maria Kowalewska, bardzo jej nie lubisz?- wyłączył zimną. Krzyknęła czując strumienie ukropu na ciele.&lt;br /&gt;-Nie twoja sprawa!- wyskoczyła okręcając się ręcznikiem.&lt;br /&gt;-Jasne, jasne... Zastanawiam się tylko, czy trzeba było podkładać jej świnię...&lt;br /&gt;-Co ty tam wiesz...- przebrała się w piżamę i wyszła z łazienki –Zgaś światło jak będziesz wychodził!&lt;br /&gt;Zimną herbatą popiła środki nasenne. Położyła się spać jak zwykle w pozycji embrionalnej. Demon położył się tuż obok. Zasypiała, a on szeptał do ucha.&lt;br /&gt;-To był tylko zły sen, jutro obudzisz się w tym samym łóżku, a ja będę odrobinę gorszy niż dziś. To był tylko zły sen, pojutrze obudzisz się w tym samym łóżku, a ja będę odrobinę gorszy niż wczoraj. Za kilka dni to już nie będzie sen tylko koszmar. Koszmar. Bił żonę. Morderca sześcioletniego chłopca. Afera. Gwałcił. Bił. Strasznie. Podły. Zimno.&lt;br /&gt;Odgarnął jej włosy z czoła gdy zasypiała. Chemia powoli przejmowała panowanie nad jej ciałem. Położył dłoń na jej karku i zajrzał do środka.&lt;br /&gt;-Światło widzę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6626236487387835054-4973586522604276563?l=oufkiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oufkiem.blogspot.com/feeds/4973586522604276563/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6626236487387835054&amp;postID=4973586522604276563' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/4973586522604276563'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/4973586522604276563'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oufkiem.blogspot.com/2009/05/no-medicine-zatrzasnea-za-soba-drzwi.html' title=''/><author><name>Sic Transit Gloria Mundi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00782105473760317614</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_aM23nyBKtM0/SpE4WT4L94I/AAAAAAAAADI/IWuk75IaAZI/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6626236487387835054.post-3876487635319744363</id><published>2009-05-16T06:03:00.000-07:00</published><updated>2009-05-16T06:05:52.175-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Może być tylko jeden&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zima nigdy nie przychodzi gdy jest potrzebna i oczekiwana. Upragnione białe święta, żyły już wyłącznie w amerykańskich filmach i na chińskich kartkach okolicznościowych, co nie przeszkadzało wszystkim moim sąsiadom w udawaniu, że jest inaczej. Ponura gra prowadzona z naturą ograniczała się do rozpylania na iglakach polistyrenowej pianki śniegopodobnej, ale mimo swej pozornej nieszkodliwości doprowadzała mnie do szału. Dwulicowość zachowania wydawała mi się niesmaczna w obliczu świąt, jakby przykryć gówno bitą śmietaną, po czym nabierać na to dzieci.&lt;br /&gt;-Tato to śnieg?- Zapytała Oliwka gdy wyciągnąłem ją z samochodu.&lt;br /&gt;-Nie serdelku, śnieg jest zimny, teraz za ciepło na śnieg.&lt;br /&gt;-Aha.- Widocznie zaspokoiłem jej ciekawość, bo wbiegła do domu nie zwracając uwagi na zarzygany białym świństwem ogród pana Rybczyńskiego.&lt;br /&gt;Wyładowałem z auta ostatnie zakupy i podreptałem za dzieckiem do pachnącej kolacją kuchni. Anka miotała się po mieszkaniu, jednak znałem ją na tyle, by wiedzieć, że wszystko jest już od dobrej godziny zapięte na ostatni guzik. W biegu ucałowałem jej nieskazitelne czoło. Mała bawiła się pod choinką, nieśmiało biorąc w rączki poręczniejsze prezenty.&lt;br /&gt;-Tatoamogę?- Spojrzała na mnie tym jedynym, zarezerwowanym wyłącznie dla ojców spojrzeniem, które potrafi rozrywać serca, jeśli wie się jak go użyć. Na me serce jak mogłem odmówić?- Tato a mogę jeden? Tylko jeden?&lt;br /&gt;-Tylko ani słowa mamie.- Mrugnąłem do niej porozumiewawczo. Wyszczerzyła się pozostałościami mleczaków i w skupieniu rozerwała kolorowy papier. Anka wbiegła do kuchni i odebrała ode mnie zakupy.&lt;br /&gt;-Młoda grzeczna?&lt;br /&gt;-Jak Anioł. Zakładam, że ma to po Tobie.- Uszczypnąłem ją w pośladek. Podskoczyła zabawnie i skarciła mnie wzrokiem. Z salonu dobiegł nas śmiech Oliwki.&lt;br /&gt;-Tatusiu! Ojej! –Objąłem żonę i z czystej ciekawości spojrzałem, do którego pakunku dorwała się mała. W pokoju, obok mojej ślicznej córeczki stał obcy mężczyzna. Zerwałem się natychmiast.&lt;br /&gt;-Kim pan jest? Jak pan się tu dostał?- Zgarnąłem Oliwkę z podłogi, Anka wbiegła tuz za mną.&lt;br /&gt;-Tatusiu on wyszedł z pudełka!- Dziewczynka ściskała jeszcze w dłoniach resztki papieru. –To był mój prezent, widzisz? Na pudełku jest napisane O...l...i...w...i...a... Oliwia to ja, jak się gniewacie i jak dostaje jakiś prezent.- Patrzyłem na obcego czekając na wyjaśnienia, kiedy dotarło do mnie, że kogoś mi przypomina. Jakiegoś dalekiego krewnego? Nie. To było cos innego.&lt;br /&gt;-Tatusiu! Mogę go zatrzymać?- Oliwia wyciągnęła ręce w stronę mężczyzny, a ja uświadomiłem sobie, kogo mi przypominał. Niemal identyczną twarz oglądałem codziennie rano w lustrze. Oddałem dziecko Ance. W ogromie zdumienia bałem się, że je upuszczę.&lt;br /&gt;-Ale? Jak z pudełka?- Patrzyłem to na córkę to na obcego, który odezwał się po raz pierwszy odkąd w ten jakże niespotykany sposób znalazł się w moim salonie i życiu.&lt;br /&gt;-No jak to?- Wzruszył ramionami- Oliwka dostała na święta nowego tatusia.- Uśmiechnął się do Anki, która ku mojemu przerażeniu odwzajemniła gest.&lt;br /&gt;-Ale jak to nowego? A co ze mną?- Zaczynałem już panikować.&lt;br /&gt;-No wiesz...- Mój następca spojrzał na mnie ze wzgardą- Może być tylko jeden, nie?&lt;br /&gt;Uniosłem wysoko brwi, spojrzałem na garnącą się do ojca Oliwkę, a przez głowę przebiegły mi wszystkie chwile, które mi właśnie odebrano.&lt;br /&gt;-Ja... - Cóż mogłem zrobić? Zabrałem foliowy worek i odszedłem do piwnicy; jak wszystkie stare zabawki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6626236487387835054-3876487635319744363?l=oufkiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oufkiem.blogspot.com/feeds/3876487635319744363/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6626236487387835054&amp;postID=3876487635319744363' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/3876487635319744363'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/3876487635319744363'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oufkiem.blogspot.com/2009/05/moze-byc-tylko-jeden-zima-nigdy-nie.html' title=''/><author><name>Sic Transit Gloria Mundi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00782105473760317614</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_aM23nyBKtM0/SpE4WT4L94I/AAAAAAAAADI/IWuk75IaAZI/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6626236487387835054.post-1128842823413550082</id><published>2009-05-16T05:55:00.000-07:00</published><updated>2009-05-16T06:02:20.852-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>-Gdzie do diabła wcięło Lauran? &lt;br /&gt;-Jak znam życie, zostawiłeś ją w łazience najdroższy- Odparła Geez i rozciągnęła się rozkosznie na materacu, aż do osiągnięcia tego charakterystycznego dźwięku wydawanego przez rozprężone chrząstki. Jakob zerwał się z posłania i wcisnął swoje osiemdziesięciokilogramowe cielsko przez nibyścianę prosto w azonatrysk. Geez tymczasem wstała i narzuciwszy na fioletowa skórę zamksamitną podomkę, zgrabnie wsunęła się w kuchnię. Merdała właśnie majka na twardo, gdy z sufitu wychynęła poirytowana głowa jej małwieńca.&lt;br /&gt;-Toaleta czysta, czy jesteś pewna kochanie, że nie schowałaś jej dla żartu?&lt;br /&gt;-Całkowicie mój drogi, nie zniżyłabym się do tak prymitywnych zachowań. Pospiesz się, za chwilę śniadanie.&lt;br /&gt;-Moment!&lt;br /&gt;Odgłosy szeroko zakrojonych poszukiwań dochodziły ze wszystkich stron mieszkania. Geez pokroiła bred i nasmarowała go tłuszczem, po czym przystąpiła do samotnego posiłku. Po kwadransie dołączył do niej Jakob.&lt;br /&gt;-I co samcze? Nie ma jej?&lt;br /&gt;-Nie ma kobieto! Znikła!&lt;br /&gt;-Pewnie znów gdzieś ją zostawiłeś... Znajdzie się. Kiedy widziałeś ją po raz ostatni?&lt;br /&gt;-Wczoraj wieczorem leżała na kanapie, potem już nie wiem...&lt;br /&gt;-Szukałeś w naszych stylowych komodach?&lt;br /&gt;-A jakże!&lt;br /&gt;-W sypialni, bawialni, liwingrumie?- Wyliczała Geez.&lt;br /&gt;-Wszędzie! Jak woda w kamień!&lt;br /&gt;-No trudno, jak się nie znajdzie zrobimy drugą, nie rozumiem skąd ten stres...&lt;br /&gt;-Bo widzisz najdroższa... – Zawstydził się Jakob –zdążyłem się już do tej nieco przyzwyczaić. Nowa może nie spełniać oczekiwań...&lt;br /&gt;-Bzdura! Sam się nie obejrzysz, a nie będziesz nawet pamiętał o starej!&lt;br /&gt;-Tak sądzisz małwienico? – Mężczyzna rozchmurzył się trochę.&lt;br /&gt;-Jasne, jesteś moim trzecim Jakobem, i nie wyobrażam sobie innego!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tej nocy Jakob długo nie potrafił zasnąć. Geez była jego pierwszą Geez, to samo tyczyło się Lauran. Zastanawiał się, czy hodowanie nowej nie zbezcześci pamięci o pierwszej. Nękany wątpliwościami, w końcu zapadł w płytki sen. Śnił o związkach duetowych, które zdarzały się parom, które z jakichś powodów nie mogły mieć Lauran. Czy można tęsknić za czymś czego się nigdy nie posiadało?&lt;br /&gt;Rano ledwo znalazł drogę do azotrysku. Na śniadanie zszedł już czysty i względnie zadowolony z życia, by przy stole zastać małwienicę z dwoma Lauran. &lt;br /&gt;-Coś ty narobiła Geez?&lt;br /&gt;-Weź nie panikuj –Odparła spokojnie –Gdy hodowałam nową, wróciła stara. Była w szkole, uwierzyłbyś?&lt;br /&gt;-Wiedziałem, że gdzieś ją posiałem... –Zamyślił się Jakob –Ale żeby w szkole?&lt;br /&gt;-Grunt, że się znalazła, po śniadaniu zdecydujemy, która jest bardziej udana, prawda dziewczynki?&lt;br /&gt;-Tak Geez- Odpowiedziały chórem Lauran.&lt;br /&gt;-No dobrze –Jakob zabrał się za śniadanie. –Ale jak mi Cenzus będzie suszył głowę o tą nadprogramową córkę, osobiście z ciebie zrezygnuję! Smacznego kochani!&lt;br /&gt;Jakob zaśmiał się w duchu. Poprzedniego dnia w szkole, zauważył wcale nie brzydką Geez.&lt;br /&gt;KONIEC&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młody Xontas skończył czytać i spojrzał na swojego nauczyciela.&lt;br /&gt;-Czy to wszystko Ambriku?&lt;br /&gt;-Tak profesorze. –Ambrik schował wszystkie wypustki za siebie i czekał na ocenę.&lt;br /&gt;-Przypomnij mi jaki temat zadałem... –Profesor Ambruk poprawił opadające oprawki okularów na piątej parze oczu.&lt;br /&gt;-„Życie rodzinne Ziemian, a przemiany społeczne- forma dowolna”- Wyrecytował chłopak.&lt;br /&gt;-I jaką formę wybrałeś?&lt;br /&gt;Ambrik wyszczerzył kły w prawdziwie ambijskim uśmiechu.&lt;br /&gt;-Ma się rozumieć shorta, panie psorze! &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6626236487387835054-1128842823413550082?l=oufkiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oufkiem.blogspot.com/feeds/1128842823413550082/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6626236487387835054&amp;postID=1128842823413550082' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/1128842823413550082'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/1128842823413550082'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oufkiem.blogspot.com/2009/05/gdzie-do-diaba-wcieo-lauran-jak-znam.html' title=''/><author><name>Sic Transit Gloria Mundi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00782105473760317614</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_aM23nyBKtM0/SpE4WT4L94I/AAAAAAAAADI/IWuk75IaAZI/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6626236487387835054.post-7490290871775672871</id><published>2007-12-20T04:15:00.002-08:00</published><updated>2007-12-20T04:16:38.145-08:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Gdy dobiegłem czterdziestki śmierć stanowiła obraz równie mglisty jak dawno zapomniane dzieciństwo. W pamięci pozostały obrazy - rodzice płaczący nad maleńkimi zwłokami mojej siostry, garderoba pełna czarnych garsonek mamy zaczerwienione oczy i łzy. W domu nie wolno się było śmiać. Z trudem przypominałem sobie głos matki czy najbardziej trywialne zabawy. Kto wie- być może wcale nie miałem zabaw. To wszystko odeszło przed laty- rodzice, poklepujące nas po ramieniu ciotki, babki, dalecy krewni, a w końcu cały pogrążony w żałobie dom. &lt;br/&gt;Na gruzach wspomnień zbudowałem kolejny- wypełniony głosami wszelkiej maści przyjaciół i świergotem kolejnych kochanek. Nie ożeniłem się i nic mi nie wiadomo o jakichkolwiek moich potomkach- słono płacę za to by nigdy o żadnym nie usłyszeć. Zabijałem nudę wiecznym karnawałem i mogłem sobie na to pozwolić.&lt;br/&gt;Ostatni dzień rozpoczął się niewinnie. Budząc się rano odkryłem, że połowa łóżka na której nie spałem jest ciepła. Pościel była wygnieciona, na poduszce spoczywał czarny włos. Kobiety nigdy nie nocowały w sypialni. Gdy już dostawałem to do czego były stworzone, pokój gościnny pozostawał do ich dyspozycji. Mimo wszystko jednak ostatnia kochankę gościłem dobre kilka dni temu. &lt;br/&gt;Człowiek spotykając się z czymś czego, nie jest w stanie racjonalnie wytłumaczyć, woli nagiąć rzeczywistość byle nie otrzeć się o czynniki - powiedzmy to sobie szczerze - paranormalne. Nie inaczej było ze mną. Włos mogłem przecież przenieść na sobie, a pościel rozkopać sam. Mogłem być pijany i zapomnieć co robiłem. Chociaż nigdy mi się to nie zdarzyło &lt;br/&gt;Nagięcie tych kilku faktów niemal zlikwidowało niepokój kładący się powoli na sercu. Ten jednak, nieustępliwy, trafił na bogatą odżywkę w kuchni. Na stole leżała biała filiżanka z wyraźnymi śladami czerwonej szminki na brzegu.&lt;br/&gt;Dom zawsze stanowił dla mnie azyl. Wiedziałem, że kiedy tego chcę jestem w nim całkowicie sam, i nikt nie zakłóca mojego spokoju. Wiedziałem, że nikt nie ma kluczy. &lt;br/&gt;Potarłem nerwowo skronie.&lt;br/&gt;-Kto tu jest?- zwróciłem się do pustych ścian. &lt;br/&gt;Oczywiście nie odpowiedziały.&lt;br/&gt;Miałem wrażenie, że pamięć płata mi figle. Skoro dom był pusty, zdawało się logiczne, że filiżankę musiałem zostawić ja. Tylko...&lt;br/&gt;Zamarłem gdy z łazienki dobiegł mnie szum wody. Ktoś był w domu.&lt;br/&gt;Z holu zabrałem elegancką łyżkę do butów. Sprawdzając  jak układa się w dłoni ruszyłem w kierunku intruza. &lt;br/&gt;Zza półprzymkniętych drzwi wydobywały się kłęby pary, w uszach jakby w odpowiedzi szumiała mi krew. Skradałem się cicho nasłuchując. &lt;br/&gt;Gdy dłoń spoczęła na klamce szum ustał. Z kuchni dobiegł brzęk tłuczonej porcelany.&lt;br/&gt;Łazienka była pusta. Para opadła. nie zauważyłem nawet by było w niej mokro.&lt;br/&gt;- Za wcześnie kurwa...- kląłem - za wcześnie...&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Za stołem siedziała blada kobieta. Czarne włosy spływały wzdłuż ciała. Nie była już młoda, ale natura nie poskąpiła jej urody. Jasną cerę podkreślał obcisły czerwony kostium. Szare oczy obserwowały mnie uważnie.&lt;br/&gt;- Miło cię widzieć - mruknęła niemal zadziornie, a mi pękło serce. &lt;br/&gt;- A ty... Ty to ona? - złapałem się za pierś, w bezsensownej próbie zatrzymania szaleńczego tętna.&lt;br/&gt;- Mniej więcej... - uśmiechnęła się – nie wiedziałeś, że wszystkie nie ochrzczone idą na dół? - smukłą dłonią zakreśliła linię wskazując polakierowanym paznokciem podłogę. &lt;br/&gt;- Ja wtedy nie chciałem... - wycharczałem z trudem łapiąc powietrze. &lt;br/&gt;- Wiem! - zaśmiała się serdecznie - Jaki ośmiolatek chciałby zadusić młodszą siostrzyczkę poduszką? – spojrzała w sufit wodząc palcem po policzku - No, może znalazłoby się kilku. Ale który wprowadziłby ten śmiały plan w życie?&lt;br/&gt;Podniosła się z krzesła. Ruszyła w moim kierunku depcząc po rozbitej filiżance. Miałem wrażenie, że pierś rozrywa mi od środka jakieś zwierzę. &lt;br/&gt;- Miło cię widzieć bracie - objęła mnie kiedy upadałem - Jakie to piękne... rodzina znów w komplecie. Na wieki.&lt;br/&gt;Płonąłem.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6626236487387835054-7490290871775672871?l=oufkiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oufkiem.blogspot.com/feeds/7490290871775672871/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6626236487387835054&amp;postID=7490290871775672871' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/7490290871775672871'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/7490290871775672871'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oufkiem.blogspot.com/2007/12/gdy-dobiegem-czterdziestki-mier.html' title=''/><author><name>Sic Transit Gloria Mundi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00782105473760317614</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_aM23nyBKtM0/SpE4WT4L94I/AAAAAAAAADI/IWuk75IaAZI/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6626236487387835054.post-8720531863131612366</id><published>2007-12-20T04:15:00.001-08:00</published><updated>2007-12-20T04:15:35.511-08:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>W świetle Jupitera &lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Delikatny Sopran wypełnił główną galerię. Wykupiłem wszystkie miejsca, by móc delektować się tą chwilą w samotności. Mimo to, morze wypomadowanych mężczyzn na parterze, wiercących się obok swoich wulgarnie pospolitych połowic doprowadzało mnie do szaleństwa. Chciałem słuchać jej wiecznie, być jedynym widzem cudownego spektaklu, którego była sprawcą. Utonąć w dźwiękach, zaznać choć namiastki dotyku. Niech piekło pochłonie jej popularność; miała być moja. &lt;br/&gt;Po raz pierwszy zagnał mnie tu przypadek. Niemal pijany snułem się samotnie po mieście, a opera wyrosła przede mną nagle, rażąc moje otępiałe zmysły kakofonią dźwięków. Wśród nich, niczym drobina złota w błotnistym rzecznym mule, trwał głos boskiej Amarette. &lt;br/&gt;Uzależniony od jej aksamitnych treli, nie potrafiłem odmówić sobie rozkoszy. Słyszałem ja nawet we śnie. Była wtedy bliższa niż na jawie. Zdawało mi się, że wystarczy wyciągnąć dłoń wychylić się tylko odrobinę i zdołam jej dotknąć. Nie udało mi się ani razu. W decydującym momencie moje palce rwały pustkę, a bezwładne ciało osuwało się w ciemność tętniącą jej perlistym śmiechem. Siedziałem zatem wpatrzony w senne zwierciadło, zastanawiając się czy okazać jej dosadniej moje uwielbienie. &lt;br/&gt;Podejrzewałem, że się domyśla. Górna galeria od wielu dni rezerwowana była na jedno nazwisko, a jej wzrok coraz częściej wędrował w kierunku ukrytej w mroku widowni postaci. Czekałem. Zegar odmierzał czas pomiędzy kolejnymi spektaklami, a w cynicznym szmerze wskazówek drżały echa jej głosu. &lt;br/&gt;Zaalarmowało mnie poruszenie za tylną kotarą. Wyfrakowany młodzieniec położył przede mną srebrna tackę z wąską czerwona kopertą i uśmiechnął się strosząc szczątkowy zarost. Nie musiał nic mówić. &lt;br/&gt;Długo trzymałem kopertę zamkniętą, gładząc brzeg dolna wargą. W oddali rozbrzmiewała rubaszne libretto. Drżącymi dłońmi wydobyłem bilecik: „Scena o północy A.” Serce zamarło na chwilę krótszą niż westchnienie, po czym rozpoczęło galopadę, tłocząc krew niczym tornado. Jej pieśń nigdy nie brzmiała tak słodko. &lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Opuszczona opera, zdała mi się niemal sanktuarium. Rzędy foteli czekały na wiernych, by wzięli udział w muzycznym nabożeństwie. Całość spowijał delikatny półmrok, z wyjątkiem miejsca w którym stałem- jeden samotny reflektor i wszechobecne cienie. Nie usłyszałem jej kroków, gdy wynurzyła się przede mną. Złote pukle miękko oplatały jej pociągłą twarz. Była bardzo blada. Sądziłem wcześniej, że jest to zasługą ton pudru nakładanego na śpiewaków. Z bliska jednak dostrzegłem, że opalizująca biel jest naturalnym odcieniem jej skóry. Pełne zaróżowione wargi pyszniły się figlarnie, a dwie szare perełki obserwowały mnie bardzo uważnie. &lt;br/&gt;-Tak mi zimno- Słodkie dźwięki, dobiegły mnie po raz pierwszy z tak bliska. Nie namyślając się wiele przyciągnąłem ją do siebie. Miękko wtuliła się w moje ciało, a stęsknione dłonie wędrowały po krągłościach sylwetki. Jej skóra faktycznie była lodowata. &lt;br/&gt;-Ja…- W tym decydującym momencie zabrakło mi słów. -Jestem zaszczycony. &lt;br/&gt;-Pragniesz mnie- Nawet się nie poruszyła. -Widziałam jak przychodzisz co wieczór. Przychodziłeś dla mnie. A mi jest tak zimno. &lt;br/&gt;Pogładziłem złote sploty, lecz ona podniosła gwałtownie wzrok odsuwając się ode mnie. Przestraszyłem się, że czymś ja uraziłem, Już miałem wybełkotać jakieś przeprosiny, ona jednak zakryła mi usta. &lt;br/&gt;-Przychodziłeś tu dla mnie.- Powtórzyła -A ja chcę ci coś ofiarować. Możemy zatrzymać czas. Ty , ja i opera. Ofiaruję ci życie wieczne. &lt;br/&gt;Spojrzała na mnie z chorobliwa wręcz determinacją. Jednocześnie w jej oczach dostrzegłem to co pozostawało nieuchwytne w muzyce- smutek. Ogromny i przejmujący mróz ścisnął mi serce. Ona nie bredziła, czego jeszcze chwilę temu byłem pewien. W tych oczach czaiły się setki lat samotności i gnijący chłód grobowca. &lt;br/&gt;-Potrzebuje cię- Błagała. –Już nie chcę być sama. &lt;br/&gt;Jej ciało drżało w oczekiwaniu. Oferowała mi wieczne życie, ja widziałem tylko wieczną śmierć. Z trudem odsunąłem ją od siebie; kruche palce wczepiały się w moje ubranie. Osunęła się ciężko na ziemię- maleńka kupka tiulu i koronek. Po policzku spłynęła samotna łza, splamiła posadzkę krwią. Zadrżała gdy odchodziłem. &lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Galeria co wieczór rezerwowana jest na moje nazwisko. Mimo upływu lat, dźwięk anielskiego sopranu nadal rozrywa mi serce. Zgarbiony i posiwiały nie potrafię odmówić sobie rozkoszy, a widok jej wiecznie młodej twarzy będzie towarzyszyć mi, aż do śmierci- kochanki dla której wzgardziłem boską Amarette. &lt;br/&gt;W blasku oświetlenia natrafiam na jej umęczone spojrzenie. &lt;br/&gt;Jak każda kobieta- zazdrości.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6626236487387835054-8720531863131612366?l=oufkiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oufkiem.blogspot.com/feeds/8720531863131612366/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6626236487387835054&amp;postID=8720531863131612366' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/8720531863131612366'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/8720531863131612366'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oufkiem.blogspot.com/2007/12/w-wietle-jupitera-delikatny-sopran.html' title=''/><author><name>Sic Transit Gloria Mundi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00782105473760317614</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_aM23nyBKtM0/SpE4WT4L94I/AAAAAAAAADI/IWuk75IaAZI/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6626236487387835054.post-2807187185738258956</id><published>2007-12-20T04:11:00.000-08:00</published><updated>2007-12-20T04:12:39.557-08:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Miotełka, gąbka i butelka płynu do mycia naczyń- wszystko w jednej wyblakłej reklamówce z logo pobliskiego supersamu. Taką zobaczyłem ją po raz pierwszy. W buro-zielonym berecie nasuniętym na zbyt wąskie czoło, w znoszonym prochowcu zapiętym pod szyję, mimo ciepłej słonecznej jesieni. &lt;br/&gt;Wdowa po Kwiatkowskim stanowiła archetypiczny wręcz obraz samotnej starszej pani. Do kompletu miała nawet kota- wyliniałego kocura załatwiającego swoje potrzeby w każdej możliwej części kamienicy. Jako sąsiad z naprzeciwka, miałem to szczęście, że zwykle robił to jak najdalej od mieszkania swojej właścicielki. &lt;br/&gt;Rytuał dnia pani Kwiatkowskiej od kilku lat pozostawał taki sam Około godziny dziesiątej słyszałem szczęk zamka i powolne szuranie po wypaczonych klepkach posadzki. Codziennie o dziesiątej pani Kwiatkowska wyruszała odwiedzić męża. Wracała w godzinach popołudniowych i więcej nie niepokoiła starego domu. Nie znałem pana Kwiatkowskiego. Wprowadziłem się krótko po jego śmierci, a niezmienny od lat plan dnia sąsiadki stał się elementem mojego życia. Każdego ranka wsłuchiwałem się w odgłosy- szczęk klucza, trzaśnięcie drzwiami, ciche kroki na schodach, stanowiły nieodłączną część codziennego karnawału. &lt;br/&gt;31 października nie doczekałem się. &lt;br/&gt;Zdumiony kilkakrotnie wyglądałem na korytarz, jednak na tyle na ile mogłem to stwierdzić, Kwiatkowska nie opuściła mieszkania. Nigdy nie celebrowałem dnia wszystkich świętych, jednak biorąc pod uwagę zaangażowanie jakie codziennie wkładała w opiekę nad szczątkami męża, dla mojej sąsiadki byłoby to nie do pomyślenia. Przez myśl przemknęło mi, że mogła umrzeć. Wyobraziłem ją sobie leżącą  w spranej pościeli z kotem śpiącym na jej martwym podołku..&lt;br/&gt;Dokończyłem kawę, zebrałem się w sobie i udałem w kierunku mieszkania naprzeciwko. &lt;br/&gt;Zapukałem dwukrotnie.&lt;br/&gt;Dopiero po dłuższej chwili za uchylonymi drzwiami ukazała się uśmiechnięta twarz mojej sąsiadki. &lt;br/&gt;-Dzień dobry... ja tylko... – zastanawiałem się jak wybrnąć z sytuacji –Wpadłem zapytać, czy wszystko w porządku.&lt;br/&gt;Promienny uśmiech na ustach kobiety był wystarczająco wymowny. &lt;br/&gt;-Z kim rozmawiasz kochanie? – niezręczną ciszę przerwał trzeci głos.&lt;br/&gt;-Z sąsiadem Ryszardzie. – zaświergotała pani Kwiatkowska. &lt;br/&gt;-Doskonale! – odpowiedział nam z głębi mieszkania męski baryton –Zaproś go do środka!&lt;br/&gt;Nim zdążyłem zaprotestować wciągnięto mnie do mieszkania i poprowadzono do salonu. Na staromodnej kanapie w centrum staromodnie urządzonego pokoju, siedział postawny niemłody już mężczyzna. Spoglądał na mnie z ukosa podpierając brodę.&lt;br/&gt;Osłupiałem.&lt;br/&gt;Czyżby Kwiatkowska miała gacha? W jej wieku? Moja głowa uginała się pod ciężarem możliwych scenariuszy.&lt;br/&gt;-To mój mąż Ryszard.- tym jednym zdaniem zostałem brutalnie wyrwany z zadumy. Pomyślałem jednak, że się przesłyszałem. &lt;br/&gt;-Mąż? – gapiłem się jak głupi na mężczyznę –Ale myślałem, że pani mąż...&lt;br/&gt;-Nie żyje! – wykrzyknęła –Tyle lat czekałam, aż skubaniec w końcu raczy zdechnąć!&lt;br/&gt;Poczułem, że muszę usiąść. &lt;br/&gt;Opadłem na fotel opierając się o haftowany podgłówek.&lt;br/&gt;-Pobrudzi pan!&lt;br/&gt;Uniosłem się gwałtownie pod wpływem krzyku kobiety i zadrżałem widząc jak kawałkiem szmaty zawzięcie szoruje materiał- cały w ciemnej brązowej mazi.&lt;br/&gt;-Dziura w niebie panie dziejku - zaskrzeczał Kwiatkowski –Dziura w niebie!&lt;br/&gt;Dotknąłem tyłu głowy trafiając na pustkę. &lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6626236487387835054-2807187185738258956?l=oufkiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oufkiem.blogspot.com/feeds/2807187185738258956/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6626236487387835054&amp;postID=2807187185738258956' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/2807187185738258956'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/2807187185738258956'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oufkiem.blogspot.com/2007/12/mioteka-gbka-i-butelka-pynu-do-mycia.html' title=''/><author><name>Sic Transit Gloria Mundi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00782105473760317614</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_aM23nyBKtM0/SpE4WT4L94I/AAAAAAAAADI/IWuk75IaAZI/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6626236487387835054.post-5114246588527169412</id><published>2007-12-20T04:07:00.000-08:00</published><updated>2007-12-20T04:11:50.738-08:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Żabcia, wiaterek i piaseczek.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Wrzesień tego roku był bardziej spokrewniony ze swoim poprzednikiem, niż z nadchodzącą jesienią. Bezlitosne słońce smażyło odcinek krajowej siódemki stając się twórcą apokaliptycznego krajobrazu, który rozciągał się wzdłuż spalonych ukropem pól. Podróż na drugą stronę autostrady, gdzie zaledwie kilka metrów od wyschniętego żyta, niewielki zagajnik bronił się zaciekle przed upałem stanowiła marzenie każdego mieszkańca przydrożnego rowu. &lt;br/&gt;Dla Rogera, podróż stała się tematem tabu. To już nawet nie chodziło o to, że był żabą. W życiu zdarzają się gorsze rzeczy, niż powłoka zimnokrwistego płaza. Chodziło o zasady. Duże ssaki opuściły tą stronę pierwsze. Potem przyszła kolej na myszy, pasikoniki, żuki gnojaki, a apogeum nadeszło, gdy małżeństwo dżdżownic pewnej ciemnej nocy ruszyło w poszukiwaniu szczęścia. I nikt, słownie nikt nie zaproponował wspólnej podróży Rogerowi. A Roger umierał. Czuł to każdą końcówką ciała, każdą cząsteczką swojej wrażliwej istoty, i uwielbiał dawać do zrozumienia każdemu, kto nawinął się pod rękę mało czasu już mu zostało. Umierał naturalnie samotnie- każde żyjątko miało dość rozumu, żeby zbywać narzekania starego hipochondryka. Zniknięcie dżdżownic przyspieszyło jego decyzję o odejściu, końskie muchy okazały się niewdzięcznymi słuchaczami, a upał dokuczał mu niemiłosiernie. Uważał się naturalnie za samotnego rycerza, który pozostawia za sobą rów- miejsce narodzin i niedawny raj na ziemi, jako ostatni, opuszczony przez wszystkich i inne tego typu bzdury. &lt;br/&gt;Późną, wczesnojesienną nocą, Roger żaba wpełzł na skraj autostrady i spojrzał przed siebie. Rozgrzany słońcem bezkresny asfalt napełnił go przerażeniem, jednak przejmujący lęk5 przed samotnością pchnął go w objęcia nieznanego. Pierwsze kroki były niepewne i krótkie- Roger rzadko opuszczał rów. Po jakimś czasie jednak skoczył- zaczął poruszać się szybciej. Raz. Drugi. I wtedy pojawiło się TO. TO zbliżało się bardzo szybko, było bardzo jasne i sunęło nisko nad ziemią. Wbrew pozorom TO, nie było samochodem, takie Roger rozpoznawał na kilometr. Zmrużył oczy obserwując wirujący wokół własnej osi obiekt. Osobiście uważał, że było piękne. Leżał tak wpatrzony w mrugające lampki, nie mogąc odwrócić wzroku. Z zamroczenia wyrwał go dopiero zbliżający się warkot silnika, który zgasł jednak natychmiast, gdy pojazd znalazł się w zasięgu światła. Na chwile wszystko umilkło. Roger zafascynowany i wiedziony wrodzona ciekawością pełzł wytrwale w kierunku TEGO. W jego małym rozumku, pojawił się obraz dalekich światów, które statek zwiedził, bo właśnie tego się domyślił, TO musiało być statkiem, skoro wisiało kilka centymetrów nad ziemią, musiało wznosić się wyżej. Kolorowe wizje potwierdzały jego przypuszczenia. Dalekie krainy pełne wody i zieleni, kusiły. Dlaczego miał szukać resztek cienia w zapyziałym lasku z resztą tych niewdzięcznych istot, które opuściły go w dniu próby? Dlaczego nie miałby ruszyć w dalszą podróż, która (czuł to) była mu pisana od urodzenia? Niech się dżdżownice kiszą pod drzewami, on leci dalej. Decyzję podjął w ostatnim momencie, kiedy magiczne światła przestały skanować stojący w pobliżu samochód. &lt;br/&gt;Skoczył. Był to najdalszy skok w jego życiu, jednak opłacił się- wylądował bezpiecznie z załomie pojazdu. Zadyszany z przejęcia i wysiłku zamknął oczy. Pojazd wzniósł się wyżej. Światła przygasły, a Roger po raz pierwszy w życiu poruszał się z prędkością światła. Wyczerpany zasnął. &lt;br/&gt;Obudził go potężny trzask i jęk giętego metalu. Wszędzie dookoła widział ogień. Roger w ostatniej chwili, wiedziony instynktem samozachowawczym odpełzł na brzeg płytkiej niecki. Przerażony i ogłuszony potężnym hałasem, leżał płasko przylegając do resztek stałej powierzchni. Dopiero nagły podmuch wiatru zepchnął go z umierającego pojazdu. Roger wpadł w hałdę piachu i stracił przytomność. W oddali cichły wrzaski. &lt;br/&gt;Gdy otworzył oczy, pojazd już nie świecił, zmiażdżony upadkiem, na wpół spalony leżał zagrzebany w piasku. Roger podniósł się na obolałych łapkach. Słońce nad jego głową smażyło wszystko dookoła- wszystko, czyli bezkresne połacie gorącego żółtego piachu. Roger rozglądał się gwałtownie dookoła- piach, piach, tylko i wyłącznie piach. Spojrzał w górę, by z przerażeniem dostrzec kobaltowo niebieskie niebo bez śladu chmur. Wiatr, który powoli zasypywał statek, wpakował mu z delikatne oczy mnóstwo krzemowych drobinek. &lt;br/&gt;-O, w mordę...- Mruknął.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6626236487387835054-5114246588527169412?l=oufkiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://oufkiem.blogspot.com/feeds/5114246588527169412/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6626236487387835054&amp;postID=5114246588527169412' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/5114246588527169412'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6626236487387835054/posts/default/5114246588527169412'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://oufkiem.blogspot.com/2007/12/abcia-wiaterek-i-piaseczek.html' title=''/><author><name>Sic Transit Gloria Mundi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00782105473760317614</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_aM23nyBKtM0/SpE4WT4L94I/AAAAAAAAADI/IWuk75IaAZI/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
